mój zachwiany mistycyzm >> sobota, 28 stycznia 2006 21:46:59
To był sen, owszem. Tylko albo aż, bo cholera jedna trwa nadal.
Wczesny ranek, ledwie świtało. Siedziałam po turecku pod pewną ścianą. Ulica była raczej ciemna, tylko jakaś niedorobiona lampa bzyczała
i mrugała ku uciesze swojej i mojej. Padał rzęsiety deszcz, wszystkie śmieci i brudy spływały pozostawiając świat czysty i wręcz
odrodzony. Siedziałam tylko pozornie sama. Była ze mną cała masa kropel, masa pluśnięć i mignięć porannego światła, masa myśli
moich i całego świata - słyszałam i wiziałam każdy szczegół. Tu czas nie mijał ani się nie wznawiał. Nie było go, po prostu. A po co miałby
być... Wszystko było tak jednolite, tak połączone, nic innego nie mogło się tu stać. Jedno miejsce - jedno wydarzenie. Taka logika.
Siedziałam niezmiennie i długo. Świadomie myślałam, pamiętam wszystko. Byłam zadowolona, nieczego więcej nie było mi trzeba.
Chłonęłam.
Dźwięki i obrazy.
Wtedy mi przerwano. Usłyszałam szybkie kroki rozproszające piękna rzeczywistość, którą byłam otoczna. Ktoś biegł. Nie uciekał, po prostu
dosyć szybko biegł. Rozglądał się, pozoru normalnie. Jego obecność mnie zafrapowała, w końcu nie miał najmniejszego prawa tu być, już ja
tu byłam! ja! sama! znam tutejsze mądre i stateczne prawa! Jedno miejsce i... i tak dalej! Zamieszanie. Paskudna dezorganizacja.
Bezpowrotnie straciłam panowanie i se moge (o naiwności) wołać za nim po co on biegnie i co do cholery robi w MOJEJ zgrbnej i jedoitej
logice! Zero reakcji, hm? Ty rumiany buraku. Puściłam się za nim biegiem.
stój
to ja sama, wiecie? Ja, zwyczajowo gadam sama ze sobą. Ukochana przez siebie za własną logikę, psychodela. Spox, tylko że zaraz mi zwieje!
pamiętaj gdzie jesteś.
absurd. Biegnę to biegnę, nie dogonię stojąc, daj spokój, dobrze wiem gdzie jestem! (tak na dobrą sprawę to nie miałam pojęcia)
nie od niego dowiesz się czemu biegnie.
Bez jaj. Oprócz nas tu nikogo... a ja przecież nie...
myśl. A czemu ty biegłaś?
Widzicie jak logika potrafi wkurzyć? Pani logiko, to już powiedziane!
jedno miejsce - jedno wydarzenie. Twoje słowa, czyż nie?
Wtedy zrozumiałam. Jesteśmy tacy sami. Ma takie same prawa jak ja, skoro się tu znalazł. A więc i możliwości. Biegł bo... bo chciał
wiedzieć. A co? To inny człowiek. Ale nie potrzebuję go już gonić, to jak zadanie z dwoma niewiadomymi, a bez żadnych danych.
myśl, Kaja, osiągaj.
Odruchy, ludzkie odruchy. Jesteśmy tu... sami, prawda?
a prawda.
On biegł bo... był ciekawy czemu ja biegnę. Tak! Mam! Rozkosz wiedzy, jasności, pewność bez niedomówień. "Dziwne rozmieszczenie w
czasie" - pomyślałbym, ale nie pomyślałam - tu nie ma czasu. Tu są wydarzenia.
Ciągle za mną biegnie. Tak bardzo się tym zajmuje, że nie widzi że siedzę uśmiechając się do niego. Tak mocno mnie szuka że aż... nigdy
nie znajdzie. Bo nie skupia się na znalezieniu - jedynie na szukaniu.
A deszcz padał , słońce wschodziło, śmieci spływały, a ja chłonęłam.
Dźwięki, obrazy i wydarzenia.
komentarze [31]